Sto metrów do sklepu
Są rzeczy, o których osoby bez otyłości nigdy by nie pomyślały.
Czy krzesełko, na którym siadam, jest wystarczająco wytrzymałe? Czy znajomy nie mieszka na siódmym piętrze bez windy - bo wtedy prawdopodobnie nie dojdę? Czy w samolocie się dopnę i czy wpuszczą mnie na jedno miejsce? To jest codzienność, do której człowiek się przyzwyczaja. A przyzwyczajenie jest najgorsze, bo sprawia, że przestajesz zauważać, ile Cię to kosztuje.
Kamila ma sklep sto metrów od domu. Pracę praktycznie pod nosem. A mimo to przez lata nie była w stanie tam dojść. Kontuzja kolana, która nigdy do końca się nie wyleczyła, wykluczyła ją z ruchu.Kilogramy dochodziły. Kolano bolało bardziej. Więc przesiadła się na taksówki.Zaczęła zamawiać jedzenie. I z biegiem lat trochę się do tego przyzwyczaiła.
„Nie miałam siły na to, żeby robić zakupy. Nie miałam siły wyjść nawet na krótki spacer. Nie miałam siły nawet na spotkania z przyjaciółmi.”
Kiedy Kamila zaczynała program Holi mówiła powoli. Cicho. Jakby sam opis choroby i zmęczenia ją męczył. Sześć miesięcy później, mówi o tym samym, ale szybko, z energią. Ten kontrast jest czymś, czego nie da się opisać. To trzeba zobaczyć.
Spirala, której nie widać z zewnątrz
Kamila choruje na otyłość od dziecka. Pierwsze zdjęcia z albumu - już jest otyłość. Pierwsza klasa - już jest otyłość. Przez chwilę, kiedy uprawiała sport, waga spadła. Ale potem zamieniła sport na szkołę muzyczną: zajęcia od ósmej do dwudziestej pierwszej, codziennie. I w takim trybie funkcjonuje do dziś. Muzyka to jej życie i jej praca. Ale to właśnie ten tryb sprawił, że każda próba zmiany kończyła się identycznie.
„Jeste mofiarą diety tysiąca kalorii. Zawsze ten sam sposób, który sama sobie wymyślałam. Gotowałam sobie sama, smacznie - ale tysiąc kalorii.”
Próbowała pudełek. Ale jest wybiorcza przyjedzeniu - wielu produktów nie je, a w pudełkach nie da się tego poustawiać. Kończyło się zostawianiem obiadów i łapaniem czegokolwiek między jedną pracą, a drugą.
Potem pandemia. Ograniczone wyjścia. Spirala zamawiania jedzenia. Potem kontuzja kolana, długie L4, taksówki. Każdy element dochodził do następnego. Brak ruchu -> więcej kilogramów -> gorsze kolano ->jeszcze mniej ruchu. Zamknięte koło, z którego trudno wyjść samodzielnie.
I to jest ważne: Kamila nie była leniwa. Nie „odpuściła”. Miała wiedzę, miała świadomość, miała nawet narzędzia. Nie miała jednego - siły. Fizycznej i psychicznej energii, żeby cokolwiek ruszyć. Bo otyłość, anemia, kontuzja i zmęczenie zabrały jej tę energię.
„Przez ten swój psychiczny stan nie miałam zbyt wielkich oczekiwań. Szczerze nie sądziłam, że w ogóle uda się uzyskać jakieś większe efekty. A już na pewno nietrwałe postanowienie zmiany życia.”
{{cta_1}}
Jak to wygląda w Holi i dlaczego tonie jest kolejna dieta
Kamila trafiła do Holi po czterech latach researchu. Czytała, słuchała podcasty, oglądała wywiady ze specjalistami, śledziła historie ludzi, którzy przeszli przez leczenie. Wiedziała, że otyłość to choroba. Rozważała bariatrię. Szukała czegoś innego: kompleksowej, złożonej pomocy, która zajmie się nie tylko wagą, ale głową, nawykami, emocjami i chorobami współistniejącymi.
„Ta choroba jest o tyle podstępna, że siedzi i w głowie, i w nawykach, i w emocjach, i w takich czystych naszych słabościach - że przychodzę do domu późno i nie mam już siły.”
Pierwszy krok w Holi? Badania. Nie plan dietetyczny. Nie lista zakazów. Badania. I tu się okazało coś, czego Kamila się nie spodziewała: miała bardzo silną anemię. Przez lata zrzucała złe samopoczucie wyłącznie na otyłość. A tymczasem brak żelaza drenował ją z resztek energii. Dzięki suplementacji szybko stała się „ innym człowiekiem”.
Tak działa Holi: nie zaczyna się od diety. Zaczynamy od zrozumienia, co się dzieje w organizmie. Olga, lekarz prowadząca Kamili nie tylko przepisywała leki, wysłuchiwała historii choroby i reagowała na bieżąco na każdej konsultacji. Psychoietetyczka nie dała jej jadłospisu, na początek dała jej tylko jeden cel.
Jeden cel: śniadania
Brzmi śmiesznie? Kamila też tak pomyślała.
„Było wiele wątpliwości na początku. No bo jak to - nie dostałam żadnych konkretnych wytycznych, co robić, jak jeść. A w zamian rozmowa, zrozumienie problemu i jeden cel: zacząć jeść śniadania. Wtedy myślałam, że to zbyt mało. I pewnie Ty też tak myślisz.”
Ale przy trybie życia Kamili - zajęcia od ósmej do dwudziestej pierwszej, brak siły na zakupy, zmęczenie zanim dzień się zacznie -ten jeden cel wymagał realnej zmiany nawyków. Znalezienia czasu. Wyjścia do sklepu. Wybrania składników. To był mały krok, ale wymagał wszystkiego, czego wcześniej nie miała.
I to jest filozofia, która odróżnia Holi od„następnej diety”: nie dostajesz planu, którego nie jesteś w stanie realizować.Dostajesz jeden krok, który jesteś w stanie zrobić dziś. A potem następny. Apotem następny. Każdy omawiany z dietetyczką, która widzi, co działa, i nie ocenia tego, co nie wyszło.
„Te zmiany w mojej głowie jeszcze nie są spektakularne. Natomiast dostaję cały czas feedback od dietetyczki, że one SĄ spektakularne.”
To jest zdanie z drugiego nagrania po około 2,5 miesiąca z Holi. Kamila jeszcze nie widzi efektów. Nie czuje „wyrzutów energii”. Ale ktoś obok niej widzi postęp i mówi jej o tym. Nie zostawia jej samej z wątpliwościami. I to robi różnicę, której nie daje żadna aplikacja ani żadne pudełko.
Co robią leki i czego same nie zrobią
Równolegle z pracą dietetyczną Kamila rozpoczęła farmakoterapie. Leki GLP-1 ograniczyły łaknienie. Odechciało się fast-foodów, pociąg do słodyczy zelżał. Ale Kamila mówi o tym uczciwie:
„Absolutnie nie demonizowałabym tego, bo to naprawdę przy dużej otyłości może pomóc uratować nam życie. Tylko może czasami trzeba troszkę więcej cierpliwości. Tak jak z każdą inną chorobą - nie każdy lek od razu zadziała.”
Anemia leczona równolegle pomogła. Wsparcie dietetyczki pomogło. Lekarka, która zna dokładnie otyłośc, pomogła. Leki pomogły. To połączenie: badania, diagnoza chorób współistniejących, farmakoterapia i stały kontakt z zespołem + metoda małych kroków - to jest to, co Kamila nazywa „kompleksową, złożoną, wielowymiarową pomocą”. I to jest to, czego nie dostała nigdy wcześniej, robiąc wszystko sama.
Kiedy w głowie kliknęło
Kamila nie potrafi wskazać dnia ani tygodnia. Mówi o „jednym zdecydowanym momencie”, kiedy poczuła się lepiej. A potem ruszyła lawina.
„Jak mnie już w głowie kliknął ten moment, że naprawdę poczułam się lepiej - to to już była lawina. Wszystko szło ku dobremu i nie było w tym żadnej męczarni, nie było w tym wielkich wyrzeczeń, tylko czysta radość z tego, że mogę robić rzeczy i jestem z powrotem sprawna.”
Zaczęła od spacerów. Kolano dalej kontuzjowane, dalej się o nie bała. Ale okazało się, że jest w stanie zrobić więcej, niż się spodziewała. A za chodzeniem „przyszła odwaga na siłownię, na ciężary, na basen”.
„Najbardziej cieszę się z tego, że mogę po prostu chodzić. Nie spodziewałam się tego. Bardzonmnie to cieszy.”
Może po prostu chodzić. Osoba z prawidłową masą ciała przeczyta to i pomyśli: „no i co w tym takiego?”. Ale każdy, kto zna tę chorobę, wie dokładnie, co to znaczy.
Nowa Kamila i co ją zaskoczyło
30 kilogramów mniej. Siłownia. Basen. Lepszy sen. Zakupy spożywcze robione samodzielnie. To są fakty. Ale to, co Kamilę zaskoczyło najbardziej, nie jest na żadnej liście.
„Często kiedy redukujemy masę ciała, to myślimy: muszę iść na siłownię, muszę jeść zdrowo. A ja jestem teraz w momencie, w którym ja CHCĘ iść na siłownię. Chcę iść na basen. Chcę jeść zdrowo.”
To jest ta różnica: „muszę” zamieniło się w „chcę”. Kamila mówi, że nie spodziewała się, że w jej wypchanym grafiku uda się jeszcze wygospodarować czas, a okazało się, że jest. Nie musiała przewracać życia do góry nogami. Musiała zacząć powoli.
I jeszcze jedno. Kamila przez całe życie lubiła siebie jako człowieka. Jako jednostkę emocjonalną, intelektualną. Ale w ostatnich latach przestała lubić siebie fizycznie. Przestała robić sobie zdjęcia. Przestała dbać o wygląd, bo on jej nie satysfakcjonował.
„Od jakiegoś czasu zauważam, że wróciło to lubienie siebie. Znowu mogę sobie robić z radością zdjęcia i się malować. I jestem w absolutnym zakupowym szale, bo po tylu latach mam wreszcie chęć robienia zakupów.”
Odzyskała radość z tego, że wygląda tak, jak wygląda. Nie po osiągnięciu idealnej wagi. Nie „na końcu drogi”. W trakcie.
Co Kamila powiedziałaby Tobie
Kamila nie udaje, że słowa mogą zmienić czyjeś życie z dnia na dzień. Jest w tym uczciwa do bólu:
„Gdybym sugerowała się sobą sprzed roku, dwóch - wiem, że żadne słowa by mnie nie zachęciły. Każda otyła osoba wie, że jest otyła. Wie, że powinna coś zrobić. Nawet ma często narzędzia i wiedzę. To nie jest kwestia tego, że jakieś słowa nagle sprawią - o tak, jednak zacznę.”
Ale jeśli akurat jesteś w momencie, w którym zaczynasz się zastanawiać - jak wyjść z tego dołka, jak polepszyć zdrowie, relację z jedzeniem, z ciałem - Kamila mówi jedno:
„Idźcie do specjalistów. Znajdźcie lekarza, który nie tylko wypisuje leki, ale rozumie tę chorobę. Rozumie choroby, które towarzyszą otyłości. I po prostu rozumie pacjentów. Dajcie trochę zaufania i nie próbujcie aż tak robić tego samodzielnie, jak zawsze to do tej pory robiliście.”
I jedno zdanie, które zmienia wszystko:
„Ja to zawsze robiłam samodzielnie i się nie udawało. I pierwszy raz w życiu czuję, że naprawdę może się udać.”
Kamila nie skończyła. Mówi, że to cel na całe życie i jest z tym pogodzona. Nie oczekuje, że będzie szczupła. Chciałaby być w nadwadze - „już zaszalejmy”. Ale przede wszystkim chce nie wrócić do tego momentu sprzed pół roku.
„To był bardzo smutny moment. Więc to, co się najbardziej zmieniło, to chyba moje nastawienie, moje myślenie i to, że życie stało się lepsze.”
{{cta}}
Co o Holi mówią nasi pacjenci
Zadbajmy razem o Twoje zdrowie.
W Holi wiemy, że otyłość to złożona choroba, którą bardzo ciężko wyleczyć samodzielnie. Daj sobie pomóc i zagwarantuj wsparcie dedykowanego zespołu specjalistów!






